Śladami dawnych kąpielisk vol.3 – basen przy ul. Świetlicowej
Za nami trzecia odsłona spaceru historycznego „Śladami dawnych kąpielisk”, zorganizowanego przez Stowarzyszenie MODrzew – Monitoring Obywatelski Drzew oraz Bydgoski Ruch Miejski. Tym razem byliśmy na Łęgnowie.
„Niechaj nikomu nie wydaje się, że basen ten to drobnostka! Wielkość jego, jak widzimy, wynosi 50 × 25 metrów. Będzie w nim i brodzianka dla nieumiejących pływać, i przestrzeń dla zaawansowanych pływaków. Głębokość wody w basenie wynosić będzie do 3 metrów, a woda co 10 dni będzie automatycznie zmieniana (…) Woda będzie ciepła, ponieważ dostarczą jej przewody chłodzące maszyny – po uprzednim jej przefiltrowaniu. W basenie wytyczy się 8 torów dla pływaków startujących podczas zawodów sportowych. Nie zapomniano również o skoczni o wysokości około 3 metrów” („Ilustrowany Kurier Polski”, 31 marca 1950 r., nr 91, s. 6)

O czym mowa? Oczywiście nie o planie nowoczesnego „kąpieliska” w Bydgoszczy XXI wieku, ale o dawnym basenie przy ul. Świetlicowej w Łęgnowie. Tak prasa rozpisywała się o nowej inwestycji, którą w ramach pierwszomajowego wyzwania i czynu społecznego budowali pracownicy Pomorskich Zakładów Materiałów Elektrotechnicznych. Był 1950 rok, kiedy otwarto pływalnię dla mieszkańców miasta i okolic. Obiekt niewątpliwie imponujący – zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że powstał w trudnej, powojennej rzeczywistości zniszczeń, traum i powszechnych niedoborów.
Wybraliśmy się na spacer w miejsce, gdzie przez niemal cztery dekady rozbrzmiewał śmiech, śpiew i radosny plusk wody. Zanim jednak opiszemy to, co tam zastaliśmy, oddajmy na chwilę głos jego niegdysiejszej bywalczyni – Pani Krystynie Sienkiewicz: Basen w latach 50. był przede wszystkim miejscem towarzyskich spotkań w upalne dni. Wyjazd do Łęgnowa to była prawdziwa wyprawa –opowiada pani Krystyna. Zabierało się koce, kosze z jedzeniem i wsiadało do „szóstki”. W soboty i niedziele tramwaj był zapchany do granic możliwości. Całe rodziny jechały poodpoczywać na łonie przyrody, bo Łęgnowo było piękną, zadbaną i zieloną dzielnicą. Tam pulsowało życie towarzyskie (…) Z głośników płynęła muzyka, a w weekendy organizowano wieczorki taneczne. (źródło: blog Opuszczone Zapomniane miejsca w Bydgoszczy https://opuszczonebydgoszcz.blogspot.com/2015/01/)

Przy pływalni zbudowano specjalne prysznice, a odpoczywający mieli do dyspozycji trawiasto-piaszczystą plażę. Nie zabrakło również punktu sprzedaży kapslowanej oranżady w szklanych butelkach.
Na basenie trwała nieustająca rewia mody – wspomina Pani Krystyna. Dziewczyny tak naprawdę rzadko przyjeżdżały tam, żeby popływać. Na ogół nie miały ochoty moczyć w wodzie misternie ułożonej na lakier fryzury. Chłopcy, w przeciwieństwie do nich, robili wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę – najlepiej wykonując efektowne skoki do wody. Kobiety w zwiewnych sukienkach i obcisłych strojach kąpielowych zazwyczaj rozsiadały się na kocach, udając, że nie zwracają na te popisy ani krzty uwagi.
W miejscu dotkniętym tragiczną historią II wojny światowej, Bydgoszczanie zaczęli pisać zupełnie nowy rozdział. Łęgnowo stało się dla nich przestrzenią beztroski, wypoczynku i budowania relacji, które we wspomnieniach żyją do dziś.
Spacer rozpoczęliśmy przy ulicy Świetlicowej – dostaliśmy tam oczywiście „szóstką” (choć w wydaniu linii zastępczej ZaT6). Idąc wzdłuż drogi, mijaliśmy charakterystyczne budynki Osiedla Awaryjnego z lat 40. XX wieku (w tym najbardziej okazały gmach dawnego kasyna i stołówki), wybudowane dla niemieckiej kadry technicznej i inżynierów sprowadzonych do obsługi DAG Fabrik Bromberg. Gdy tuż obok, w nieludzkich warunkach ginęli robotnicy przymusowi, wyższa kadra mieszkała w luksusowym zakątku, gotowa reagować na ewentualne awarie (stąd też nazwa tego kameralnego skrawka Łęgnowa). Po wojnie mieszkali tu pracownicy okolicznych zakładów – m.in. Pomorskich Zakładów Wytwórczych Materiałów Elektrotechnicznych, Wytwórni Nitrozwiązków Łęgnowo (późniejszej Wytwórni Chemicznej nr 9), a w końcu legendarnego Zachemu.
Gdy skręciliśmy w zarośla, przywitała nas okazała sosna – pomnik przyrody o imieniu Dominika. Drzewo ma niezwykłą formę – z głównego pnia rozchodzi się pięć konarów, niczym palce dłoni olbrzyma wystające z ziemi.
Dziś teren dawnego basenu porastają kilkumetrowe drzewa (brzozy, klony, sosny, dęby). Trudno sobie wyobrazić, że to miejsce tętniło kiedyś życiem. Dzień był gorący, więc widok pustej niecki działał niczym rozczarowująca fatamorgana. Jest ona niezwykle głęboka i precyzyjnie wyprofilowana. Dopiero stojąc na jej betonowej krawędzi, widać, jak rozległy był to obiekt. Olimpijskie wymiary i głębokość, o której tak entuzjastycznie pisała dawna prasa, robią wrażenie. Ambitne i wykonane z ogromnym rozmachem założenie – zwłaszcza w porównaniu do dzisiejszych, wielomilionowych inwestycji. Nie przez przypadek miłośnicy pływania spośród wielu dawnych kąpielisk wybierali właśnie to, położone na odległych peryferiach.
Po skoczni nie ma już dziś śladu, ale jeden z uczestników naszego spaceru wspominał, że skakał z niej do wody tysiące razy. Wysokość pozwalała na ekwilibrystyczne akrobacje w powietrzu. W tym miejscu głębokość niecki wciąż przyprawia o lekki zawrót głowy. Na krótszych krawędziach zachowały się jeszcze słupki startowe. Tuż obok głównego basenu znajduje się brodzik, zwany niegdyś „brodzianką” – obszerna, kwadratowa niecka, w której woda sięgała do kolan dorosłego człowieka. Tu pewnie niejedna mama spędziła długie godziny, doglądając pluskających się pociech. W pobliżu odnaleźć można też ślady dawnych instalacji, zaworów oraz rur doprowadzających wodę.
Basen zamknięto na początku lat 90. XX wieku. Na powrót tego miejsca do dawnej funkcji nie ma już żadnych szans. Ciężkie piętno dawnej działalności Zachemu, bliskość składowisk niebezpiecznych odpadów i skażenie wód podziemnych chemiczną chmurą zanieczyszczeń sprawiają, że pusta niecka pozostanie jedynie cichym świadkiem przeszłości.
Historia basenu przy ul. Świetlicowej jest już zamknięta, a natura dopisuje do niej ostatni rozdział. Wprost do brzegu dawnej pływalni wciąż prowadzi betonowy chodniczek, po którym dziś kroczą już tylko dostojne sosny.









