Topole w mieście – czy to dobry pomysł?

Topole w mieście – czy to dobry pomysł?

Katarzyna Marcysiak

Krąży ostatnio po Internecie artykuł głoszący chwałę topoli pt. ”Topole – drzewa przyszłości”, którego Autorka zaleca m.in. sadzenie różnych gatunków i odmian topoli w miastach. Sam tytuł dość mocno mnie zdziwił, bo mieliśmy już epokę, w której te drzewa były bardzo modne, pewnie dlatego, że jako jedyne wyrabiały „300% normy”. Sadzone wówczas aleje i szpalery pomału znikają z miast, nie do końca przetrwały bowiem próbę czasu.

Topole są krótkowieczne – stare drzewa czasem wyglądają tak.

Topole to piękne drzewa, i rzeczywiście znamy wiele gatunków i odmian o wspaniałych walorach ozdobnych. Oczywiście szybko rosną i okrywając się masą zielonych liści, oferują nam tak potrzebny w upalne lata cień, oczyszczają powietrze wchłaniając dwutlenek węgla, itp. Wyrastają do dużych rozmiarów i to znacznie szybciej niż większość pozostałych gatunków drzew. Niemniej moim zdaniem nie powinniśmy ich polecać do sadzenia w miastach, i to z kilku powodów, a właściwie wszystkie wiążą się z potrzebami siedliskowymi topoli. Są to generalnie gatunki związane z wilgotnym podłożem, wiele rośnie w dolinach rzek, tak jak nasze rodzime duże topole – czarna i biała. Dla wielu mieszkańców miast topola to przede wszystkim topola włoska, o wąskim kolumnowym pokroju, tymczasem wymienione powyżej dwa krajowe gatunki to monumentalne drzewa o szerokich, rozłożystych koronach i bardzo silnie rozwiniętym systemie korzeniowym. Korzenie te pełnią kluczową rolę w utrzymaniu podłoża, np. podczas powodzi, są o wiele bardziej skuteczne niż jakiekolwiek betonowe wzmocnienia. W dolinie rzecznej niezbędny jest także szybki wzrost – można powiedzieć, że drzewa „spieszą się” by urosnąć, zanim zostaną zalane przez powódź. Dlatego też potrzebna jest duża liczba lekkich nasion – zwiększa to szansę, że któreś trafi na wolną od powodzi glebę i wyrośnie. Te cechy to doskonałe przystosowanie drzew do środowiska.

Piękna stara topola szara przy bydgoskim Multikinie – kiedyś chyba rosła nad kanałem?
Dziś widać, jak trzeba było ją przycinać, żeby nie stwarzała zagrożenia.

Wracając do miast – tu środowisko mamy zupełnie inne. Po pierwsze, podłoże zwykle nie jest dość wilgotne, to jedna z przyczyn, dla których topole czasem niezbyt ładnie wyglądają. Po drugie silne, silne korzenie potrafią bez trudu pokonać asfalt lub pieczołowicie ułożone płytki. Poza tym – topole śmiecą, naprawdę tak jest. Trochę dziwnie oceniać rośliny pod kątem „śmiecenia”, ale w mieście – to może być ważne. Zaczynają już na wiosnę, kiedy zrzucają lepkie łuski z pąków. Łatwo się wtedy do nich przykleić. To prawda, że pyłek topoli nie należy do silnych alergenów, a to co najbardziej dostrzegamy – krążący w powietrzu puch, w ogóle nie uczula – ale jest go zdecydowanie za dużo i nie bardzo wiadomo, jak go usuwać. Z drzew spadają jeszcze przekwitnięte kwiatostany – kotki. To prawda, że wszystkie liściaste drzewa kwitną i coś tam z nich spada, ale topole wiodą prym pod względem rozmiarów tej „produkcji”. Możemy co  prawda sadzić wyłącznie męskie egzemplarze, z którymi nie ma tego problemu. Ale wiele topoli rozmnaża się wegetatywnie, przez odrosty korzeniowe. Jeśli topoli nie upilnujemy, może sobie sama wyhodować niezły lasek. To zresztą niejedyny kłopot.

Kiedy drzewa są słabe, np. na skutek zarażenia jemiołą, nie mają wielu liści, toteż mały z nich pożytek.

Topole naprawdę są krótkowieczne. Topola biała może co prawda osiągać wiek i 300 lat, ale jest wtedy ogromnym drzewem z dużymi, ciężkimi konarami, które mogą grozić wyłamaniem. Maksymalny wiek większości pozostałych gatunków to 100-200 lat. Kuszące może być, że jak sobie topolę posadzimy, to doczekamy, aż będzie naprawdę duża. Tylko co potem? Potem zaczynają się choroby. Topole generalnie mają miękkie drewno, nieodporne na rozkład. Ich wykorzystanie do celów budowlanych to raczej mit, drewno topoli zwykle używane jest do produkcji celulozy i papieru, budulca może ew. dostarczać na terenach bezleśnych, a poza tym, nie po to sadzimy drzewa w mieście, żeby coś z nich budować. U około 100-letnich topoli w miastach zaczynają zasychać szczytowe gałęzie, co oznacza, że drzewo traci żywotność. W tym wieku wszystkie też albo są w środku częściowo puste, albo ich drewno jest zarażone np. grzybami. Większość obcych gatunków topoli jest też bardzo podatna na jemiołę. Zimą i na wiosnę łatwo rozpoznać te drzewa, ozdobione wielkimi zielonymi kulami jemioły. Duże drzewa o słabym drewnie obciążone jemiołą mogą być niebezpieczne.

Nierzadki przypadek, kiedy topola zaatakowana przez jemiołę zaczyna usychać – na zdjęciu górna część drzewa jest martwa.

Czy w ogóle nie powinniśmy sadzić topoli w mieście? Ależ powinniśmy. Szczególnie na terenach zielonych nad rzekami – tam i im będzie dobrze, i nie stworzą dużego zagrożenia. Ozdobne odmiany mogą pięknie prezentować się w parkach, gdzie mają dużo przestrzeni. Natomiast przy niezbyt szerokich ulicach, w „zabetonowanych” centrach miast,  tam, gdzie panuje duży ruch, przy parkingach i wąskich chodnikach – posadźmy lepiej coś innego.

A tym topolom jest dobrze!