A my po prostu nie wiemy, jak mu powiedzieć, że to już jego ostatni maj… Pożegnalny spacer ornitologiczny po dzikich łęgach Parku Centralnego
Wąskie szczeliny pod odstającą korą starej wierzby, gęste trzcinowiska nad brzegiem Brdy, kępy turzyc, topole i olchy ‒ dla nas to po prostu zieleń, która była tu od zawsze i do której zdążyliśmy przywyknąć. Dla kilkudziesięciu gatunków ptaków w Parku Centralnym to dom. Dom, który już 1 czerwca ‒ w samym środku sezonu lęgowego ‒ ma zamienić się w potężny plac budowy. Los tego unikalnego, żywego, dynamicznie meandrującego ekosystemu łęgowego został przesądzony.
Spacer po ginącym świecie
W ostatnich dniach maja spotkaliśmy się na pożegnalnym spacerze w Parku Centralnym – a może bardziej zasadnym byłoby napisać: pożegnalnym spacerze z Parkiem Centralnym. W towarzystwie cenionego ornitologa, dr. inż. Jacka Zielińskiego, uzbrojeni w lornetki, ruszyliśmy w tętniące życiem, odgłosami i zapachami łęgi. I choć nie była to typowa pora na obserwacje – te najlepiej prowadzić o świcie – to nawet późnym popołudniem odurzyła nas symfonia ptasich treli, gwizdów i melodii. Zupełnie tak, jakby park wystawiał dla nas swój finałowy koncert. Tylko czy on w ogóle wie, że ginie? Chcieliśmy po prostu zachować w pamięci te głosy, podczas gdy on nieświadomie trwa w swoim niezakłóconym od wieków cyklu. A my… my po prostu nie wiemy, jak mu powiedzieć, że to już jego ostatni maj.
To był upalny dzień, a jednak najodpowiedniejszym obuwiem na ten spacer okazały się kalosze. Ziemia pod stopami była miękka i wilgotna. Taki jest (był) właśnie Park Centralny – naturalna, darmowa klimatyzacja dla Bydgoszczan. Nawet w środku suchego lata, można tu wdepnąć w potężną kałużę, poczuć miły chłód i rześkie powietrze.
Symfonia ptasich głosów
Na powitanie zagrał nam dzwoniec. W krzewach tętniło życie pokrzewek czarnołbistych, a z koron drzew dochodziły odgłosy sójki. Zauważyliście, że brzmią one zupełnie jak bicie się z własnymi myślami?
Usłyszeliśmy też drozda śpiewaka oraz monotonny, ale radosny głos pierwiosnka – filigranowego, niepozornego ptaszka, który przylatuje do nas jako jeden z pierwszych wiosennych gości i zostaje aż do października. Z budek lęgowych głośno i roszczeniowo o jedzenie dopominały się młode szpaki. Rodzice niestrudzenie uwijali się przy potomstwie ‒ to dla nich wyjątkowo pracowity czas.
Stali bywalcy parku wypatrywali dzięcioła zielonego, który gniazduje w tej okolicy. Jest wyjątkowy pośród dzięciołów, bo oprócz fantastycznego ubarwienia, wyróżnia go to, że pożywienia szuka na ziemi. Mieliśmy okazję posłuchać również jednego z najlepszych śpiewaków świata ‒ słowika rdzawego. Te skomplikowane, łkające gwizdy to dziś – w filharmonii natury prawdziwa rzadkość. Park Centralny to jedno z ostatnich jego siedlisk w Bydgoszczy.
Nie zabrakło czołowego rapera rzecznych brzegów – trzciniaczka. Głos tego wirtuoza to kompletne szaleństwo. Nie ma nic wspólnego z czystym fletem słowika. Brzmi jak zacięta, rozpędzona maszyna do szycia albo patyk tnący szprychy roweru. Trzciniaczek śpiewa w szalonym tempie na jednym wydechu, przeskakując od głębokich, żabich skrzeków do wysokich pisków tworząc tuż nad lustrem wody niesamowity, rytmiczny trans.
Solidarność kwiczołów
Nad samą Brdą czekał nas uroczy widok – samica nurogęsi płynąca z puszystymi, malutkimi kuleczkami młodych na grzbiecie. Obok nich mignęła nam zwinna i jak zawsze „zarobiona” kokoszka wodna.
Liczna grupa ornitologów-amatorów zaniepokoiła kolonię kwiczołów, które natychmiast wydały sygnały ostrzegawcze. Nasz przewodnik opowiedział o ich niesamowitej solidarności obronnej. Ptaki te w grupie potrafią zorganizować zmasowany atak… kałem. Są tak skuteczne, że zdarzały się przypadki myszołowów, które oblepione odchodami kwiczołów nie były w stanie wzbić się w powietrze! Szybko przeszliśmy więc dalej.
Na jednym z drzew dostrzegliśmy gawrona.
Choć zimą w Bydgoszczy widzimy ich tysiące, to wyłącznie migranci z Rosji i Białorusi. Nasze rodzime, polskie gawrony gniazdujące u nas wiosną stają się dramatyczną rzadkością – tłumaczył dr Jacek Zieliński – To obecnie najszybciej wymierający ptak w Polsce. W ciągu ostatnich dwudziestu lat jego populacja skurczyła się o ponad 50, a w niektórych regionach nawet o 80%! Gawron trafił na Czerwoną Listę jako gatunek narażony na wyginięcie. Wykończyła je chemia w rolnictwie i bezwzględna wojna, jaką ludzie wytoczyli im w miastach poprzez niszczenie gniazd i płoszenie petardami. Zestresowane ptaki po prostu przestały wyprowadzać lęg ‒ podsumował ze smutkiem specjalista.
Spacerując pośród rzadkiego łęgu wierzbowego, mijaliśmy ślady obecności inżynierów natury – bobrów. A same wierzby… cóż, tu przemówili botanicy: to przecież naturalna aspiryna, cenne salicylany i żywe laboratorium skryte w młodej korze.
Czego nie zastąpi beton
Rzut oka na północny brzeg rzeki przynosi smutną konstatację ‒ dziś jest on całkowicie martwy. To wysoka, betonowa ściana bez żadnego progu.
‒ Naturalny, łagodny stopień przy brzegu jest kluczowy dla płazów oraz piskląt. Młode ptaki nie mają jeszcze nieprzemakalnych piór. Muszą co jakiś czas wychodzić na ląd, by się osuszyć. Betonowy mur to dla nich śmiertelne zagrożenie ‒ zauważył dr Zieliński.
Nad naszymi głowami rozległy się znajome, przeszywające głosy jerzyków. Te niesamowite ptaki większość życia spędzają w locie. Ich głośne nawoływania kojarzą się z beztroskimi wakacjami w mieście, niosąc w sobie nutę letniej melancholii.
Choć na nietoperze było jeszcze ciut za wcześnie, wiemy, że one także tu są. Zarówno dla nich, jak i dla jerzyków, Park Centralny to stołówka pełna komarów. Inwestycja sprawi, że podniebni łowcy przestaną tu zaglądać. A komary i meszki… zostaną. Będą miały tu mnóstwo nowego pokarmu i zero naturalnych wrogów. Swoją drogą, ciekawe czy inwestor wie o chmarach meszek, które niczym czarne chmury przemieszczają się nad wodą w upalne dni? Kto tam bywa, ten wie, o czym mowa!
Gdy spacer dobiegał końca, nad Parkiem Centralnym majestatycznie krążyła pustułka. Jej cicha obecność na niebie miała w sobie coś złowrogiego – niczym niemy świadek krążący nad ofiarą, która już lada chwila ma zostać złożona na ołtarzu z betonu.
Alibi zza biurka – czyli szukać tak, aby nie znaleźć
Inwestor posiada wszystkie zgody, w tym od Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ). Urzędnicy postawili jednak warunek: ponieważ prace ruszają 1 czerwca (czyli w samym szczycie okresu lęgowego), budowa ma być prowadzona pod „nadzorem ornitologicznym”. Przed wjazdem koparek ktoś ma po prostu sprawdzić, czy na drzewach nie ma gniazd.
W ocenie niezależnych ekspertów to czysty schemat, pusta formułka i wygodne alibi dla niszczycieli. Natura przez miliony lat ewolucji dopracowała maskowanie gniazd do perfekcji ‒ właśnie po to, by ukryć je przed drapieżnikami. Ptaki w Parku Centralnym gniazdują w trawach, gęstych krzewach, trzcinach, dziuplach czy w wąskich szczelinach pod odstającą korą (tak lęgi wyprowadza chociażby pełzacz parkowy). Co więcej, w czerwcu korony drzew są już w pełni ulistnione. Z ziemi nie widać absolutnie niczego.
Pytania nasuwają się same. Jak to będzie wyglądało w praktyce? Kto ma szukać tych gniazd – kierownik budowy, inspektor nadzoru, operator piły łańcuchowej? Wynajęty człowiek przyjdzie w środku dnia, gdy ptaki milczą, popatrzy przez 5 minut w gęstą koronę drzewa i wpisze do protokołu: „Gniazd nie stwierdzono. Można ciąć”.
Tymczasem rzetelna ocena obecności ptaków – jak zauważa dr Jacek Zieliński – opiera się na tzw. metodzie kartowania terytoriów. Ornitolodzy nie szukają gniazd wzrokiem – wychodzą w teren o świcie i po prostu słuchają. Śpiew samca w okresie lęgowym to przecież nie rozrywka, ale oficjalny terytorialny komunikat: „Tu jest moje gniazdo, tu mam partnerkę i jaja”. W każdy wiosenny poranek Park Centralny huczy od setek takich właśnie komunikatów. Jeśli ptak odzywa się w tym samym miejscu podczas kolejnych wizyt, dla specjalisty jest to stuprocentowy, biologiczny i prawny dowód na obecność lęgu. Wchodzenie w taki rewir z ciężkim sprzętem to bezprawie i złamanie zakazu niszczenia siedlisk, który w Polsce obowiązuje od 1 marca do 15 października.
Co dalej?
W Parku Centralnym rozegra się dramat. Pisklęta w gniazdach, których „nie było widać”, zostaną żywcem zasypane ziemią, porąbane razem z gałęziami i zdeptane w gęstych turzycach. Zginą cicho. Te, które ocaleją, umrą z głodu – dorosłe ptaki porzucą bowiem lęgi, zanim jeszcze na dobre ruszą najbardziej intensywne prace. Wystarczy sam ryk silników, zwożenie ciężkiego sprzętu oraz masowe sypanie gruzu, którym wykonawca będzie musiał ustabilizować grząski grunt pod drogi dojazdowe nad sam brzeg rzeki.
Post scriptum i spojrzenie Gucia
Wędrował z nami również Gucio – towarzyski kot z sąsiedztwa. Park Centralny to jego królestwo. Przystawał, czekał na nas, patrzył. Wydawał się mówić: „Patrzcie, to wszystko moje!” Dla niego ta budowa to koniec bezpiecznego świata i beztroskich spacerów.
Spacer ornitologiczny odbył się w ramach realizacji projektu „Mo(c)drzew”. Celem projektu jest zwiększenie przejrzystości procesów inwestycyjnych oraz wzmocnienie ochrony drzew w Bydgoszczy.



